r. B.

Dziś wspomnieniowo dwa wybiórcze... Rodzinę B. poznałem zupełnie przypadkiem w kwietniu 2006 roku fotografując chopców kopiących bala na wydzielonym placu-boisku za kilkoma familokami w najbliższej okolicy. Okazało się, że trzech z nich to bracia i mieli jeszcze trójkę sióstr. Tak trafiłem za drzwi mieszkania obcych mi ludzi z pobliskiego familoka - pukając z plikiem odbitek uwiecznionych już "fuzbalerów". Dawno temu zastanawiałem się jak fotoreporterzy wnikają do prywatnego życia obcych ludzi, ale to po prostu kwestia wyczucia stosownej chwili, zbiegu takich, a nie innych okoliczności no i szczerości ale raczej żadnych przypadków, bo nic przypadkiem się nie dzieje!


Komentarze

  1. Oglądałem teraz Twoje mobilne - no piękne są! Na cholerę komu lustrzanka, analog, wielkie formaty! Przecież najważniejszy jest obraz. Z tego świetną wystawę można zrobić! Ba! album! Świetne masz oko, spojrzenie. No, kurde, brawo!!

    A propos. Jaki Ty mas zrobił, ze robi w kwadracie?

    OdpowiedzUsuń
  2. Podzielam opinię w drugim i trzecim twoim zdaniu!:) Ja to wielkie klamorstwo biorę ze sobą tylko na konkretne - zorganizowane, przemyślane akcje itp., poza tym zawsze tylko komórka. A to nie ja tylko Instagram automatycznie kadruje do kwadratu, nawet czasem żałuję, że nie da się tej opcji wyłączyć. Pozdro

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza

Popularne posty