No i co?

No i nic!

Wybaczcie, ale nie zacznę tu nagle publikować felietonów z rowerowych wypadów,  to nie blog rowerowy i nie mam zamiaru próbować go takim uczynić. Poza tym w przeciwieństwie do autorów świetnej szosowejszosy, nie robię praktycznie żadnych zdjęć podczas jazdy, no może oprócz selfie po osiągnięciu planowanej (lub nieplanowanej) destynacji. Wczoraj podjeżdżając na Annaberg nawet chciałem zrobić ten rozległy widok z koksownią u podnóża, ale wcześniej łapnąłem gumę, a podobno luft z naboju CO2 szybciej się z dętki ulatnia – ile w tym prawdy? – więc już nie chciałem sobie zaprzątać głowy nawet takim odstępstwem jak chwila postoju na zrobienie zdjęcia. Trudno, nic nie poradzę, dwa fajne zajęcia nie zazębiają się we mnie, choć mogłyby... Także tą kwestię póki co pozostawiam zamkniętą.
Blog może więc nieco poświecić pustkami, bo nie wiem czy mi przejdzie niechęć robienia zdjęć albo wróci ochota na ich robienie, już to przerabiałem kilka lat temu i jednak zawsze wracałem. Teraz mam coś takiego jak Luis De Funes w „Skrzydełko czy nóżka”, porównując – po prostu nie widzę kadrów :D  Doszło do jakiegoś przesilenia i stało się. Zrobiłem prawdopodobnie ostatnią wystawę, bo tak sobie kiedyś postanowiłem, że jak zlikwidują tą akurat kopalnie, to przestanę robić zdjęcia. Scenariusz aktualnie się realizuje ale jak to się skończy? Sinusoida póki co jest na dołku :/
W ogóle te wszystkie informacje o likwidacjach, i te postępujące już w zaskakującym tempie, przynoszą jednak swoje opłakane skutki w psychice – długo na to nie byłem czuły, ale widocznie gdzieś się ten cały Sajgon kumulował i nagle jeb! No musiało dupnąć przy takiej kumulacji i trzeba sobie dać oddech, do kiedy. Aż mi przejdzie?

#wyjętezkontekstu
Kilka tygodni temu spotkałem Marcina, nie widzieliśmy się z 8 lat, a kilka rzeczy mu zawdzięczałem. Od razu zapytał „czy zostałem sławnym fotografem” zachowując autentyczną powagę.
Wernisaż się udał, było trzech emerytowanych dyrektorów, nawet załapałem fajny kontakt na Nikisz, rychło wczas, gdy pod kątem zdjęć na nic mi to.
Jeszcze będzie coś na Industriadę, choć wolałbym wyskoczyć na trasę , ale trzeba będzie oprowadzać zainteresowanych – ilu ich będzie?

Komentarze

  1. typowy nadir twórczy. miewałem wiele razy. przechodzi!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też to regularnie przechodzę. Pomaga zmiana stylu lub tematu. Albo przeprowadzka. Albo zmiana kobiety. Albo samochodu. Roweru?

      ;o)

      Usuń
    2. albo sprzętu foto! :D Już przerabiałem dwukrotnie między "czerwonym" a "żółtym"

      Usuń

Publikowanie komentarza

Popularne posty