Dla całej Rodziny


Pan Henryk Nowok, to rozpoznawalna i bardzo szanowana postać w mieście, a przede wszystkim w branży fryzjerskiej, gdzie jest niekwestionowanym mistrzem i artystą! Przez wiele lat, przechodząc obok jego salonu przy ul. Katowickiej, kłanialiśmy się wzajemnie i z szacunkiem, chociaż ja byłem pewien, że pan Henryk nie kojarzy mnie z lat 80tych, tylko właśnie z tych kilkunastu lat, gdy tamtędy przechodziłem - w domniemaniu - jako pracownik pobliskiego biura:) Wiedziałem, że któregoś dnia, po prostu porozmawiam z nim i się mu „przypomnę”. Bo o tym, że pokaźną część swojego dzieciństwa spędziłem w zakładzie fryzjerskim napisałem zdecydowanie wszystko tutaj, więc po prostu wiele osób tej branży kojarzyłem już jako mały bajtel :) Jego znany wielu mysłowiczanom zakład / salon fryzjerski „Dla całej rodziny” - jak głosi liternictwo szyldu - przy ulicy Katowickiej, otworzył już w 1982 roku, a od zeszłego roku kamienica przyciąga wzrok po renowacji elewacji, powstał też nowy szyld i charakterystyczna poręcz przy schodkach wejściowych. 


Pan Henryk, w moim odczuciu, zalicza się do osób, których po prostu nie da się nie lubić. To są tacy ludzie, którzy pojawiając się w towarzystwie po prostu gwarantują trwanie dobrej i pozytywnej atmosfery, do nich zaliczał się także - nieżyjący już - Krzysztof Niesporek, czy zmarły przed kilkoma tygodniami Bernard Krawczyk. Czasem, tak patrzę na siebie i zastanawiam się, w jakich kryteriach zamyka się takie moje dziwaczne postępowanie, by przechodzić obok osoby (która na pewno warta jest sfotografowania) tyle razy, tyle lat i wciąż zwlekać? To jak bym szukał wymówki i robił wszystko, żeby właśnie tego nie zrobić?! Nie wiem, to trochę złożone do wytłumaczenia (nikt nie jest mną), ale niestety takie postępowanie doprowadziło do tego, że nie sfotografowałem Jerzego Cnoty, a tyle lat mijałem go na osiedlu i wciąż zastanawiałem się jak bym chciał go sfotografować…  Trzeba to jednak zawsze mieć na uwadze - teraz, już, tutaj, bo kolejnej okazji może już nie być - walczę z tym! :) 

W przypadku pana Henryka - TEN WŁAŚCIWY dzień, nastał w piątkowy poranek - ostatni dzień przed urlopem - o wczesnej porze, za witryną salonu zobaczyłem go, gdy porządkuje i wyciera kolejno wystawione tam puchary i nagrody. Po prostu to była ta chwila (teraz albo nigdy?), więc zapukałem w szybę i się przedstawiłem. Umówiliśmy się na sobotni poranek. Przed zdjęciami dłuższa rozmowa, odżyły wspomnienia. Dokładniej, to mój dziadek przyjaźnił się najpierw z jego ojcem - Jerzym - stare Giszowioki (i podobne roczniki), ale w branży fryzjerskiej, czas nierzadko upływa pokoleniami, więc znając ojców, potem zna się synów / córki itd.  Taka jedna wielka branżowa rodzina, ze wszystkimi tego następstwami, przyjaźnie, wrogości itd. :) Oczywiście te nasze sobotnie wspomnienia, jakże wyraźnie zogniskowały się na rok 92, gdy pojechałem (jako wnuk znanego fryzjera) z krajową elitą, na mistrzostwa do Pragi, które cały weekend, odbywały się w niesamowitych wnętrzach Lucerny - w jej podziemnej sali balowej! Praga, wielki świat, pierwsza jazda metrem, pierwszy raz w McDonalds…, no i skala, show tej imprezy. Finałowy występ jednej z ekip w rytm zapomnianego już utworu Felix „Don't you want me” - wrażenia piorunujące!
I taka nachodzi mnie myśl na zakończenie, to wspaniale, że wciąż są tacy ludzie, nawet nie znając ich osobiście - gdy przechodzimy obok - można po prostu się ukłonić i od razu poczuć niezwykłą aurę i udzielającą się pozytywną energię jaką oni roztaczają. Warto!
Być może kiedyś opiszę wspomnienia, związane z inną szanowaną fryzjerską rodziną i ich wspaniałym katowickim salonie przy ul. 3 Maja. Chociaż to nie jest tak na zawołanie - wyciąganie wszelkich wspomnień zwykle dyktuje odpowiednia chwila, błysk, zdjęcie, skojarzenie, rozmowa itp. Dlatego wszystko w swoim czasie, albo nigdy :)

Komentarze

Popularne posty